Sifu - Recenzja
Zemsta we wschodnim stylu.
Gry, w których motywem przewodnim są wschodnie sztuki walki zawsze przykuwają moją uwagę. Takie produkcje stanowią powiew świeżości w gamingowym świecie zdominowanym przez FPS-y i przepełnione magią tytuły RPG.
Właśnie dlatego nowe dzieło studia Sloclap zainteresowało mnie już pierwszym teaserem. Twórcy kooperacyjnego Absolvera powracają tym razem z niewielką produkcją indie, która jest przesiąknięta walką wręcz, oraz elementami beat 'em up. Przekonajcie się w dalszej treści na co stać grę Sifu, która... potrafi zaskoczyć.
Kiedy sięgałem po tę produkcje spodziewałem się lekko rozbudowanej fabuły z wieloma mniej, lub bardziej zaciętymi pojedynkami, gdzie zwieńczeniem każdego etapu byłaby walka z wymagającym bossem. Chyba każdy z nas zna taki schemat rozgrywki, który istniał już nawet na klasykach NES-a.
Tymczasem, otrzymałem coś... zastanawiającego. W grze Sifu wcielamy się w młodego wojownika (lub wojowniczkę), a naszym głównym celem jest zemsta na bezwzględnym zabójcy naszego ojca. Jednak, aby do niego dotrzeć musimy pokonać jego podwładnych, którzy z kolei posiadają własne armie wojowników. Brzmi klasycznie, prawda? Do czasu.

Kiedy pierwszy raz zginąłem wydarzyło się coś dziwnego. Moja postać postarzała się o rok. Zamiast 20-latką (bo zdecydowałem się na płeć piękną), grałem teraz 21-letnią wojowniczką. Po kolejnej śmierci moja postać miała już 23 lata, potem 26 lat. Działo się coś dziwnego, a ja musiałem szybko wychwycić z czym mam do czynienia. Okazało się, że sterowana przez nas postać powinna już nie żyć, jednak posiada medalion, który zapewnia jej „dodatkowy czas życia”. Z każdym wyzerowaniem punktów zdrowia postać się starzeje, a gdy dobije do pewnego sędziwego wieku to po prostu umiera i widzimy Game Over.
Co ciekawe, wiek postaci odgrywa tutaj bardzo ważny mechanizm. Za zdobyte doświadczenie i specjalne punkty stylu możemy wykupić różne techniki (jak w wielu innych grach tego typu). Jednak, wiele skilli jest dostępnych tylko do pewnego wieku. Jeśli przykładowo przebijemy 25 lat to już nigdy nie wykupimy pasywnej zdolności, która sprawia, że używane przez nas bronie (np. pałki) będą bardziej wytrzymałe.
Ten przedziwny mechanizm starzenia kompletnie mnie zaskoczył. Byłem zdezorientowany do tego stopnia, że po pokonaniu pierwszego bossa miałem już 64 lata i nie byłem w stanie wykupić niemal żadnej nowej umiejętności. To był nieunikniony koniec moich przygód, który nastąpił po około 30 minutach zabawy. Za drugim podejściem pierwszy boss uległ, kiedy moja postać była w wieku 31 lat, więc poszło mi już znacznie lepiej. Podczas kilku prób zrozumiałem, że gra Sifu to roguelike, który nie jest roguelikiem. Metodą prób i błędów należy dojść jak najdalej, przy jak najmniejszym wieku. Problem stanowi fakt, że rundy zawsze wyglądają tak samo. Gry z gatunku roguelike posiadają urozmaicenie rozgrywki, którym jest generowanie poziomów, podczas gdy w przypadku dzieła studia Sloclap możemy szybko poczuć znużenie. Na naszej drodze zawsze staną ci sami przeciwnicy i te same przeszkody.
Sam wątek fabularny również niczym was nie zaskoczy. Gra Sifu ogranicza się do walki z kilkoma bossami i dosłonie chmarą minionów. Co więcej, nawet zwykły „pionek” jest w stanie nas uśmiercić, co potrafi nieźle sfrustrować. Oczywiście, w naszej podróży pomogą nam liczne techniki, ale nie zawsze będziemy w stanie z nich korzystać, zwłaszcza jeśli otoczy nas jednocześnie czterech, lub pięciu wrogów. Spora część gameplayu Sifu ogranicza się zatem do mashowania w pada i chaotycznej ucieczki przez wybite okna, lub po rozstawionych meblach. Kilka uderzeń może doprowadzić naszą postać do śmierci, co z kolei oznacza dodatkowe lata życia...

Graficznie Sifu prezentuje się niezwykle prosto. Nie przeszkadzało mi to jednak czerpać frajdy z rozgrywki. Niemal polygonowa oprawa, przywodząca na myśl SUPERHOT, posiada pewien surowy klimat, który niemal idealnie wpasowuje się w otoczkę wschodnich sztuk walk.
Muzyka to kilka prostych soundtracków, które nabierają tempa w trakcie zaciętych pojedynków, lub kiedy akcja zostaje przerzucona do klubu nocnego. Żaden utwór jednak nie zapadnie wam na dłużej w pamięć.

Jeśli miałbym polecić komuś ten tytuł to z pewnością byłyby to osoby, które lubią gatunek roguelike. Jednak, należy pamiętać, że tutaj każdy etap zawsze wygląda tak samo – nie zostaniecie niczym zaskoczeni podczas 10-tego podejścia do tego pierwszego, czy drugiego poziomu. Jestem również pewien, że Sifu docenią gracze, którzy tęsknią do okładania wrogów we wschodnim stylu. Sterowana przez nas postać jest naprawdę zwinna i potrafi wykonać widowiskowe combosy. Wydaje mi się, że ta produkcja może spodobać się także tym, którzy uwielbiają masterować nabyte gry.
Zaskoczyć was może jednak cena, bo obecnie wydanie konsolowe to 209 zł, a pecetowa wersja to 139 zł. Sifu to gra indie, której przejście nie zajmie wam wiele czasu (jeśli w ogóle ją przejdziecie), więc wydaje mi się, że taki koszt jest nieco wygórowany.
Plusy
- Ciekawe techniki walki i widowiskowe pojedynki
- Dynamiczne otoczenie, które można wykorzystać w trakcie starć
Minusy
- Bardzo krótka
- Ciągłe powtarzanie tych samych rund może nużyć
Werdykt
Sifu stanowi odskocznię od FPS-ów i przesiąkniętych elementami magii gier RPG. Chociaz jest to bardzo krótki tytuł to jego przejście wymaga niemałych umiejętności i wielu, ale to naprawdę wielu prób.
Sifu – recenzja



