Zapomniana wyspa - Recenzja
Zapomniana wyspa od samego początku zapowiadała się na jedną z ciekawszych tegorocznych animacji DreamWorks. Udostępnione do tej powiastuny sugerowały, że twórcy nie zamierzają po prostu powtórzyć sprawdzonych schematów, a szczególnie dobrze prezentowała się warstwa wizualna oraz muzyczna. Ostatecznie dostaliśmy film niezwykle kolorowy, szalenie dynamiczny i momentami wręcz przeładowany pomysłami. Nie jest to co prawda poziom film Kot w butach: Ostatnie życzenie, ale trudno odmówić Zapomnianej wyspie charakteru.
Za film odpowiadają Joel Crawford i Januel Mercado, czyli twórcy wspomnianego Kota w butach. Ich najnowsza produkcja ponownie pokazuje, że DreamWorks coraz odważniej eksperymentuje z formą animacji. Zapomniana wyspa nie próbuje być kolejną bezpieczną bajką dla najmłodszych. To mieszanka przygodowej opowieści fantasy, komedii, filipińskiego folkloru, historii o przyjaźni, a momentami wręcz animowanej wersji Kac Vegas. I choć nie wszystkie elementy tej układanki działają równie dobrze, całość potrafi naprawdę wciągnąć.
Dwie przyjaciółki i jedna bardzo dziwna noc
Głównymi bohaterkami są Jo i Raissa, dwie najlepsze przyjaciółki, które znają się od dzieciństwa. Ich relacja zostaje jednak wystawiona na próbę, gdy nadchodzi moment zakończenia szkoły i rozpoczęcia zupełnie nowego etapu życia. Raissa planuje wyjazd do Stanów Zjednoczonych, a Jo musi zmierzyć się z perspektywą rozstania z najważniejszą osobą w swoim życiu.
Dziewczyny postanawiają spędzić razem ostatnią noc. I właśnie wtedy trafiają przez tajemniczy portal na tytułową Zapomnianą Wyspę - Nakali, niezwykłe miejsce inspirowane filipińskimi legendami i mitologią. To kraina pełna fantastycznych stworzeń, demonów i dziwacznych mieszkańców, których Jo i Raissa znały wcześniej z opowieści przekazywanych w ich rodzinach. Szybko okazuje się jednak, że dziewczyny mają znacznie większy problem niż samo znalezienie drogi powrotnej. Budzą się bowiem po kilkunastu godzinach i kompletnie nie pamiętają, co wydarzyło się poprzedniej nocy.
I tutaj Zapomniana wyspa zaczyna przypominać… Kac Vegas.

Schemat jest zaskakująco podobny. Bohaterowie budzą się po szalonej nocy, nie pamiętają, co robili, a następnie muszą krok po kroku odtworzyć wydarzenia poprzednich godzin. Oczywiście DreamWorks nie może pozwolić sobie na identyczną historię, więc zamiast alkoholu mamy magiczną wyspę, zamiast hotelu pełnego przypadkowych atrakcji - krainę zamieszkałą przez potwory, a zamiast próby odnalezienia zaginionego kumpla - desperacką walkę o powrót do domu.
To jedno z tych podobieństw, które zdecydowanie bardziej docenią dorośli widzowie. Tym bardziej że film potrafi z tego schematu zrobić całkiem sporo zabawy. Problem polega na tym, że Zapomniana wyspa ma zdecydowanie więcej ambicji niż bycie animowanym Kac Vegas. I właśnie tutaj pojawiają się pierwsze problemy.
DreamWorks znowu pokazuje, co potrafi
Jeżeli jest jeden element Zapomnianej wyspy, którego naprawdę trudno się czepiać, to jest nim animacja. Twórcy Kota w butach: Ostatnie życzenie ponownie udowadniają, że doskonale wiedzą, jak wykorzystać możliwości współczesnej animacji komputerowej. Film jest niezwykle ekspresyjny, kolorowy i pełen ruchu. Dynamiczne ujęcia, zmiany perspektywy, nietypowe projekty postaci oraz inspirowane anime elementy sprawiają, że praktycznie każda scena ma własną energię. Zagraniczni recenzenci zwracali uwagę na podobieństwa do estetyki „Spider-Verse”, a nawet na mieszanie różnych stylów animacji.
Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że twórcy bali się, iż widz choć na sekundę odłoży telefon i przestanie patrzeć na ekran. Akcja pędzi bowiem niemal bez przerwy.

Zapomniana wyspa to film dla pokolenia, które wychowało się na krótkich, dynamicznych formach. Tutaj co chwilę coś się dzieje. Bohaterowie biegną, walczą, uciekają, wpadają w kolejne tarapaty, poznają nowe stworzenia albo odkrywają następną część tajemnicy. Kamera również nie zamierza odpoczywać. Dynamiczne przejścia i ciągła zmiana kompozycji sprawiają, że film jest wizualnie niezwykle atrakcyjny. Czasami jest wręcz za bardzo atrakcyjny.
To jeden z tych przypadków, w których twórcy przesuwają granicę między „dynamiczne” a „chaotyczne”. W kilku momentach miałem wrażenie, że film próbuje upchnąć na ekranie wszystko naraz. Kolor, ruch, żarty, kolejne potwory, informacje o świecie i rozwój fabuły. Zagraniczne recenzje również zwracały uwagę na to, że mnogość pomysłów potrafi prowadzić do przesytu. Mimo wszystko trudno się nudzić.
Nawet gdy historia zaczyna lekko się rozłazić, zawsze jest coś ciekawego do oglądania. Pod względem czysto wizualnym Zapomniana wyspa jest jednym z najbardziej charakterystycznych filmów animowanych DreamWorks ostatnich lat.
Muzyka robi swoje
Dużą rolę odgrywa również ścieżka dźwiękowa. Już zwiastuny sugerowały, że muzyka będzie jednym z ważniejszych elementów filmu i po seansie można powiedzieć, że nie był to przypadek. Za muzykę odpowiada Nathan Matthew David, a na soundtracku znalazły się również utwory artystów związanych z Filipinami, między innymi BINI, SB19, Ruby Ibarra czy Lea Salonga.
Muzyka bardzo dobrze współgra z energią animacji. Podkreśla tempo scen akcji, pomaga budować atmosferę Nakali, a jednocześnie nadaje filmowi własną tożsamość. Co ważne, nie jest to wyłącznie kolejny hollywoodzki soundtrack, który mógłby zostać podłożony pod dowolną animację.
Filipińskie inspiracje są obecne również w samym świecie przedstawionym. Twórcy wykorzystują lokalny folklor, legendy i mitologię, dzięki czemu Nakali nie jest kolejną generyczną magiczną krainą. To zdecydowanie jeden z największych atutów filmu. Na ekranie pojawiają się stworzenia wywodzące się z filipińskich wierzeń, a jednym z najważniejszych jest Manananggal - przerażająca istota, w którą wciela się Lea Salonga.
I właśnie dzięki takim elementom Zapomniana wyspa potrafi zaoferować coś więcej niż kolejną historię o dwóch dzieciakach trafiających do magicznego świata.

Szkoda tylko tych wszystkich zmarnowanych pomysłów
Niestety, scenariusz nie jest równie mocny jak animacja. Największym problemem filmu jest to, że twórcy mają zdecydowanie za dużo pomysłów. Wątków pobocznych pojawia się tutaj całe mnóstwo. Bohaterki spotykają kolejne stworzenia, poznają nowych przyjaciół, odkrywają historię Nakali i próbują zrozumieć zasady rządzące wyspą.
Niektóre z tych elementów są naprawdę interesujące. Tyle że film bardzo często traktuje je po macoszemu. Dostajemy interesującą postać, poznajemy jej problem, pojawia się kilka scen sugerujących, że będzie ona ważna dla całej historii, a chwilę później scenariusz praktycznie o niej zapomina. Czasami wygląda to wręcz tak, jakby twórcy musieli szybko doprowadzić konkretny wątek do końca, żeby zdążyć z kolejnym punktem głównej fabuły. Szkoda, bo część bohaterów pobocznych spokojnie mogłaby dostać więcej czasu ekranowego.
Dotyczy to również głównej antagonistki. Nie będę wchodził tutaj w szczegóły fabularne, żeby nie psuć seansu, ale miałem bardzo mocne poczucie, że ta postać początkowo miała być znacznie bardziej rozbudowana. Jej motywacje, przeszłość i relacja z bohaterkami aż proszą się o dodatkowe sceny. Film daje nam kilka wskazówek sugerujących, że za jej działaniami stoi coś więcej, ale ostatecznie nie rozwija tego w takim stopniu, w jakim można byłoby oczekiwać.
Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście jest to efekt zmian dokonanych podczas produkcji albo reakcji na pokazy testowe. Film pozostawia jednak takie wrażenie. Jakbyśmy oglądali historię, z której w pewnym momencie wycięto kilka elementów. I właśnie dlatego finał nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinien.
Przyjaźń jest tutaj najważniejsza
Na szczęście fundament filmu, czyli relacja Jo i Raissy, działa naprawdę dobrze. Zapomniana wyspa nie jest w gruncie rzeczy historią o potworach. To opowieść o przyjaźni, dorastaniu i strachu przed zmianą. Obie bohaterki znajdują się w momencie, w którym ich dotychczasowe życie się kończy. Raissa chce rozpocząć naukę w Stanach Zjednoczonych, Jo zostaje w domu. Ich drogi zaczynają się rozchodzić i żadna z nich nie jest do końca gotowa zaakceptować, że przyjaźń, która trwała przez całe życie, może wyglądać inaczej.
Motyw wspomnień bardzo dobrze pasuje do tej historii. Szczególnie że na Nakali pamięć staje się czymś namacalnym - czymś, co można stracić. Film wykorzystuje więc fantasy jako metaforę dorastania. Wspomnienia są dowodem tego, co łączy bohaterki, a ich utrata oznaczałaby w pewnym sensie utratę części własnej tożsamości. To właśnie dlatego, mimo wszystkich problemów ze scenariuszem, emocjonalny rdzeń historii pozostaje skuteczny. Jo i Raissa naprawdę da się polubić. Ich relacja nie jest tylko wymówką do wrzucenia dwóch bohaterek do kolejnych scen akcji. Widać, że twórcy chcieli pokazać przyjaźń, która musi przetrwać moment, gdy życie zaczyna pchać obie osoby w zupełnie różne strony.

Dla dzieci i dla dorosłych
Zapomniana wyspa jest przede wszystkim animacją skierowaną do młodszej widowni, ale dorośli również znajdą tutaj coś dla siebie. Dzieci dostaną kolorowe potwory, dynamiczne pościgi, absurdalne żarty i mnóstwo ruchu. Dorośli mogą natomiast docenić wspomnianą konstrukcję Kac Vegas, liczne popkulturowe mrugnięcia okiem oraz temat przemijania przyjaźni. Niektóre żarty są zresztą zdecydowanie bardziej zrozumiałe dla starszego widza.
Sam pomysł, że bohaterki budzą się po całej nocy i nie mają pojęcia, co robiły, jest wystarczająco zabawny. Jeszcze lepsze jest późniejsze odkrywanie kolejnych konsekwencji ich nocnych przygód. Zdjęcia, dziwne przedmioty, spotkania z mieszkańcami wyspy i ich reakcje pozwalają stopniowo odtwarzać wydarzenia, których dziewczyny nie pamiętają. To naprawdę udana konstrukcja.
Szkoda tylko, że film w pewnym momencie przestaje wykorzystywać ją tak mocno, jak mógłby. Nie jest to drugi „Kot w butach”, ale… Trudno nie porównywać Zapomnianej wyspy do Kota w butach: Ostatnie życzenie. Oba filmy stworzyli Joel Crawford i Januel Mercado, a podobieństwa w podejściu do animacji są bardzo wyraźne. Kot w butach był jednak produkcją znacznie bardziej kompletną. Potrafił połączyć efektowną animację, świetny humor, emocjonalną historię i bardzo dobrze poprowadzone postacie. Zapomniana wyspa momentami próbuje zrobić dokładnie to samo, ale nie wszystko zostało tutaj dopracowane.
Przede wszystkim scenariusz jest zbyt przeładowany. Film chce opowiedzieć historię Jo i Raissy, pokazać filipiński folklor, przedstawić całą galerię fantastycznych stworzeń, zrobić z tego komedię, historię przygodową, film o dorastaniu, a przy okazji jeszcze animowane Kac Vegas. To trochę za dużo jak na jeden film. Mimo tego większość czasu bawiłem się bardzo dobrze.
Zapomniana wyspa ma energię, charakter i własny styl. Nie jest kolejną bezpieczną animacją, która bierze znany schemat i jedynie zmienia bohaterów. Twórcy naprawdę próbują tutaj zrobić coś własnego, nawet jeśli nie wszystkie eksperymenty kończą się sukcesem.
Plusy
- Kapitalna, dynamiczna animacja inspirowana m.in. anime i stylem „Spider-Verse”
- Ciekawy i rzadko wykorzystywany w hollywoodzkiej animacji filipiński folklor
- Udana relacja Jo i Raissy oraz emocjonalny wątek przyjaźni
- Świetna muzyka i bardzo dobrze dobrane utwory
Minusy
- Zbyt wiele pobocznych wątków i postaci potraktowanych po macoszemu
- Finał sprawia wrażenie przyspieszonego, a historia antagonistki pozostawia niedosyt
Werdykt
„Zapomniana wyspa” to niezwykle dynamiczna i kolorowa animacja, która potrafi wciągnąć od pierwszych minut. Choć nie wszystkie wątki zostały odpowiednio rozwinięte, a finał pozostawia lekki niedosyt, świetna animacja, muzyka i sympatyczne bohaterki robią swoje.
Kac Vegas od DreamWorks. Recenzja filmu animowanego "Zapomniana wyspa"


